salmatisblog
Ksiega Gosci
Nasze zdjecia
Nasze YouTube
Napisz do nas





Chcesz byc powiadamiany o nowych notatkach na blogu?
Powered by groups.yahoo.com






  Zimowe rozrywki 2010-07-31 04:56:04


Wbrew pozorom Sydney w zimie nie hibernuje (a chcialoby sie czasami przespac az do lata, oj chcialoby sie ;) tylko wciaz zabawia swoich mieszkancow coraz to nowe wymyslajac festiwale. Najpierw bylismy na festiwalu zimowym, ktory odbywal sie w dwoch miejscach miasta - w centrum pod slynna St. Mary's Cathedral i na Bondi Beach. W obu tych miejscach scenariusz wygladal podobnie - wielkie lodowisko oraz przybytki z jedzeniem i grzanym winem i atmosfera rodem z Alp. Swoja droga ciekawe jak alpejska atmosfera wygladala na plazy Bondi (my bylismy tylko w centrum). To chyba troche jakby przywiezc Zakopane na Hel ;) 

Kolejna rozrywka byl Aroma Coffee Festival, ktory rozstawil sie w zabytkowej dzielnicy The Rocks. Byly budki roznych firm kawowych, gdzie za 2 dolary i po odstaniu kilkunastu minut w kolejce mozna bylo sprobowac rozmaitych gatunkow kawy, a te ktore smakowaly zakupic do domu w postaci ziarenek lub zmielonej. Do tego z kubkow pelnych kawy czarnej i mlecznej ulozono portret Marilyn Monroe dosc pokaznych rozmiarow. Robil calkiem niezle wrazenie, a podobno rok temu byla Mona Lisa.

Marilyn Monroe z kawy

A jeszcze przegapilismy festiwal Christmas in July, ktory podobno najhuczniej obchodzony jest w Gorach Blekitnych z Mikolajem i wszelkimi swiatecznymi dodatkami... Coz, moze za rok ;)

Iza


skomentuj (0)



Nowa praca i prawo jazdy 2010-06-14 14:08:17


No i szukalam tej pracy, szukalam... i sie doszukalam ;) Na poczatek zostalam zaproszona na rozmowe do niewielkiej firmy szkoleniowej na stanowisko administracyjne, rozmowa wypadla niezle, tego samego dnia dostalam odpowiedz, ze mnie chca. Jedyny problem tej posady to dojazd, bo firma miesci sie na dalekim zachodzie i najszybciej byloby dojezdzac autem, ale auta to ja niestety sama jeszcze nie moge uruchamiac (chociaz w czasie lekcji ze Slawkiem smigam juz bez problemu). Transportem publicznym dojazd trwa ok poltorej godziny, a powrot jeszcze dluzej. 

Majac ta niedogodnosc na wzgledzie pojechalam jeszcze na rozmowe do calkiem innej firmy mieszczacej sie w centrum miasta. W zasadzie nie byla to rozmowa tylko test, sprawdzajacy umiejetnosci pisania tekstow komercyjnych, bo na tym miala polegac praca - firma internetowa, ktora sprzedaje zakwaterowanie w roznych zakatkach swiata. Nie poszlo mi spiewajaco, ale dostalam emaila, ze chca jeszcze przeprowadzic ze mna rozmowe telefoniczna. Konkretnie to rozmawialam z biurem w Europie i wydalo mi sie zabawne, ze rekrutacja jest prowadzona az na taka skale. Niestety, na rozmowie telefonicznej sie skonczylo, nie zaproszono mnie juz do trzeciego etapu, ktorym miala byc rozmowa z szefem biura w Sydney. Niestety, a moze na szczescie, bo to byla praca na caly etat, a ja nie chcialabym az tyle czasu spedzac z dala od Maxa. Dlaczego w takim razie tam zaaplikowalas? -  spytal jak zwykle pragmatyczny Slawek. A tak jakos z rozpedu - spodobala mi sie ta firma i tyle.

No i tym sposobem zostalam z jedna oferta pracy i przyjelam ja mimo dalekich dojazdow. Pracuje na razie trzy dni w tygodniu, a reszte czasu spedzam z synkiem :) Nie moge na razie za duzo napisac o tej pracy, bo bylam tam dopiero dwa razy... Pierwsze wrazenia pozytywne, praca dosyc latwa... Jak troche popracuje to napisze wiecej na ten temat.

Kolejnym etapem bylo znalezienie przedszkola dla Maxia. W naszym najblizyszym, aktualnie nie ma miejsc (chociaz miesiac temu jeszcze byly). Znalezlismy miejsce w innym przedszkolu - troche dalej od domu, ale bylo czynne od osmej rano, a dla mnie to za pozno, nie bylabym w pracy na czas. Na pomoc przyszla nam Aga (wymieniona w poprzedniej notce), ktora ma troche doswiadczenia w opiece nad dziecmi i zgodzila sie przynajmniej na razie zostac Maxiowa niania :)) Maxio wydaje sie byc zadowolony ;) 

Wiadomosc z ostatniej chwili - zmienily sie przepisy dotyczace prawa jazdy. Jako, ze mam wiecej niz 25 lat nie musze miec przejechanych 120 godzin zeby zdawac egzamin. Moge to zrobic w kazdej chwili. To chyba jedyny pozytek z mojego podeszlego wieku ;)) Nie zebym czula sie na silach zdawac ten egzamin chocby jutro... chyba musze najpierw pojezdzic pare godzin z instruktorem i zobaczyc czego tak naprawde oczekuje sie tutaj na egzaminie, no i pocwiczyc parkowanie, bo z tym troche jeszcze kiepsko. Ale milo wiedziec, ze mam opcje :) Moze bedzie mi sie do tej pracy latwiej jedzilo autem niz autobusem ;)) I to calkiem niedlugo.

Trzymajcie sie wszyscy cieplo, bo u nas zima w pelni.
Iza


skomentuj (1)



Hu, hu, ha! Jaka zima zla! 2010-05-14 00:11:50


Wcale nie zartuje, zimno jak diabli, zwlaszcza o poranku... trzeba sie bedzie wybrac po grzejnik do "piwnicy" (w zasadzie do schowka na parterze ;) Do tego jestesmy chorzy - kaszel, katar, bol glowy... caly komplet przyjemnosci. Nie mamy tylko goraczki, o dziwo. I jak pisze, ze MY jestesmy chorzy to mam na mysli cala rodzine - Max kaszle, ja kaszle i do tego Slawek z kaszlem pracuje :( Co do Maxa to we wtorek idziemy do pediatry na badania okresowe to moze przy okazji cos poradzi, bo lekarze rodzinni na razie nic nam nie pomogli. Co prawda Maxio mimo choroby trzyma fason, biega, spiewa, tanczy i dokazuje, generalnie nie marudzi, ale to chyba dlatego, ze nie ma goraczki...

Od ostatniej notatki nadal nie znalazlam pracy, co nie jest zbyt dobra wiadomoscia, tzn. znalazlam prace z domu - online, jako 'internet assesor' (bardzo ciekawe swoja droga), ale to znowu zajecie dorywcze, a nie stale, wiec szukam dalej. Zapisalam sie tez do roznych agencji badania rynku i daje sie testowac na wszystkie strony ;) Na przyklad przez dwa tygodnie testowalismy pieluszki - znaczy sie Maxio testowal, a ja zapisywalam wyniki. A propos badan to bralismy tez ze Slawkiem udzial w badaniach nad dwujezycznoscia prowadzonych przez Pania Doktor z Zakladu Psychologii Eksperymentalnej Uniwerstytetu Jagiellonskiego. Przebadala nas i cala mase innych Polakow mieszkajacych w Sydney, ktorych znamy ;) na uniwerku NSW, z ktorym wspolpracowala. Fajne to bylo badanie, trzeba bylo nazywac obrazki raz po polsku raz po angielsku i czytac w dwoch jezykach na raz - mozna sie bylo zakrecic. Mam nadzieje, ze kiedys zobaczymy wyniki tych badan, chociaz Pani lojalnie uprzedzala, ze to troche potrwa.

Teraz czesciej ogladamy polskie wiadomosci, bo zamiast raz w tygodniu sa codziennie i sa to normalne wiadomosci z Polsatu, a nie jakies dziwne zrzuty sklecone "dla Polakow za granica" w polowie po angielsku przez TV Polonie. W porownaniu do tamtej zenady to Polsat wypada calkiem przyzwoicie ;) i do tego jest aktualny a nie z dwutygodniowym opoznieniem. No i dzieki temu globalna wioska kwitnie, a o katastrofie samolotu prezydenckiego dowiedzielismy sie jednoczesnie z Polakami mieszkajacymi w kraju. Potem w telewizji SBS byla jeszcze kilkugodzinna relacja z mszy odprawionej przy Grobie Nieznanego Zolnierza, za co mysle rowniez nalezy im sie pochwala... chociaz odwolano przez to transmisje wiadomosci dla innych nacji. 

Co jeszcze sie wydarzylo w Sydney? A na przyklad przyjechali nowi ludzie - Aga i Przemek, poznalismy sie przez naszego bloga ;) Juz zdazyli otworzyc wlasny interes i mam nadzieje, ze odniosa sukces :))

Tymczasem tyle - ide sobie pochorowac...
Iza


skomentuj (2)



Jesien czyli co tak naprawde u nas slychac? 2010-03-05 03:28:31


Po takim tytule notki nalezaloby napisac jakies sensacyjne wiadomosci w stylu "lecimy na ksiezyc" albo chociaz "wracamy do Polski". Musze Was jednak rozczarowac... na ksiezyc sie jeszcze nie wybieramy, a do Polski wracaja nasi znajomi Gosia i Rafal. I to juz w sobote... A my? Na razie jeszcze tu pomieszkamy... U nas w zasadzie nic nowego, ale poniewaz na bloga pisze od wielkiego dzwonu to nawet wiadomosci codzienne moga sie Wam wydac nowoscia ;)

Po pierwsze primo ;) szukam pracy, najchetniej na pol etatu, zeby nie wrzucac Maxia od razu na caly tydzien do przedszkola tylko na przyklad na dwa dni. Moj ostatni pracodawca podziekowal mi za wspolprace po urlopie macierzynskim - tak, tak tutaj tez tak sie robi :)) Mianowicie poinformowano mnie, ze moje stanowisko juz nie jest w firmie potrzebne i zostaje "zredukowane". Dostalam odprawe i list, w ktorym szefowa zarzeka sie, ze to absolutnie nie wzgledu na jakosc mojej pracy mnie zwolnili ;)) Jakby nie patrzec, nie mam zatrudnienia i trzeba bedzie poszukac nowego... Robie w domu troszke tlumaczen, ale nie ma tego zbyt wiele.

Po drugie primo, znowu ucze sie jezdzic samochodem - po dluzszej przerwie spowodowanej przez Maxia, nawet nie najgorzej mi to teraz idzie... chociaz o to trzeba raczej zapytac Slawka, ktory ma anielska cierpliwosc podczas naszych lekcji. Mam do wyjezdzenia jeszcze bagatelka jakies sto godzin ;)) Zeby dostac prawko, trzeba wyjezdzic 120 godzin i zdac egzamin praktyczny... 
Poza tym zapisalam sie na hiszpanski w lokalnym domu kultury. Zajecia prowadzi Pani z Argentyny, ktora ma troche inny akcent niz to czego uczylam sie wiele lat temu w Polsce, ale generalnie milo przypomniec sobie ten jezyk.

Slawek nadal prowadzi, a w zasadzie wspolprowadzi z Bartkiem firme kafelkarska - robia chlopaki baseny, klada wielkie kamienne kafle i takie podobne rzeczy. Na razie, odpukac, jakos sie kreci. Poza tym tez rozwija swoje rozliczne hobby i tak na przyklad zaczal grac w tenisa stolowego. Nawet maja byc jakies zawody niedlugo.

Po trzecie, piate czy jakies tam inne, oboje chodzimy na silownie. Ja zeby schudnac, a Slawek zeby przybrac na wadze. Jakos tak niespawiedliwie nas natura obdzielila i nawet zamienic sie nie ma jak ;) Chociaz ja od silowni i tak wole plywanie, a najbardziej aqua aerobik. Udalo mi sie w koncu pojsc na takie zajecia, bo do tej pory wypadaly w czasie maxiowego sniadania, a ostatnio dolozyli zajec i mozemy isc po sniadaniu. Maxio zostaje na godzinke w takiej salce z zabawkami, pilnowany w gronie innych maluchow przez trzy Panie i jak dotad nie narzekal. Ja natomiast biegam i skacze w basenie ;) Musze przyznac, ze to znakomita zabawa.

Co to ja jeszcze mialam napisac? Ach, postanowienia noworoczne. Postanowilam, ze 2010 bedzie rokiem podwojnego obywatelstwa. W koncu zajme sie tym, zeby Max mial polski paszport. A my powinnismy sie w koncu postarac o australijskie paszporty. dzieki temu wszyscy w rodzinie beda mieli rowna liczbe obywatelstw.

No i tyle na razie sensacji, akurat mialam wene. Teraz mi pewnie znowu przejdzie na dwa miesiace ;)
Pozdrowienia
Iza

Ps. A jesien przyszla 1 marca, przynajmniej ta kalendarzowa... ale w sumie dzisiaj pada deszcz to moze i prawdziwa jesien tez juz przyszla ;)


skomentuj (0)



Pierwsze urodziny Maxa 2010-01-31 21:56:47


Oto Max skonczyl rok. Kto by pomyslal, ze tak nam to szybko zleci? Dziekujemy za wszystkie zyczenia, milo nam je otrzymywac w imieniu naszego malucha ;) Impreza urodzinowa dopiero w sobote, bo styczen byl bardzo bogaty w wydarzenia i nie dalibysmy rady, nie tylko my zreszta - goscie rowniez. Planujemy piknik w parku z placem zabaw, wiadomo dzieci musza sie wyszumiec ;) Relacja i zdjecia potem...

Co do naszego bogatego w wydarzenia stycznia to najpierw bylismy w Avoca Beach (80km od nas), gdzie Slawek i jego wspolnik Bart mieli robote do wykonania (basen), a ja z Maxem i rodzina Barta odpoczywalismy (tez w basenie na ogol). Okazuje sie, ze nie trzeba jechac setek kilometrow od Sydney, zeby miec calkiem przyjemne wakacje. Max kocha wode i chyba szybciej bedzie plywal niz chodzil ;)
Zreszta sami zobaczcie:

Pieknie plywam...

Natomiast drugi wyjazd byl nieco odleglejszy, 450 km na polnoc Sydney do miejscowosci South West Rocks. Okazja byl Dzien Australii i zwiazany z tym dlugi weekend. Pojechalismy z Iwona, Wojtasem i ich coreczka Nadia. South West Rocks to malenka miejscowosc - mekka nurkow. Wojtas jechal tam nurkowac, a my odpoczywac, szczegolnie Slawek, dla ktorego poprzedni wyjazd z odpoczynkiem mial niewiele wspolnego. 
Zrobilam kilka zdjec w tym uroczym zakatku Australii:

Milego ogladania!
Iza



skomentuj (1)



Objawy zadomowienia 2009-12-01 00:12:02


Czy wiecie jakie sa objawy zadomowienia sie w nowym miejscu zamieszkania? Nie tylko to, ze czujecie sie w danym miejscu dobrze i "u siebie". Nie wystarcza fakt, ze wiecie jak wynajac mieszkanie, szukac pracy i co gdzie kupic. 
Moje najnowsze objawy zadomowienia sie w Sydney, a konkretnie w Lane Cove to: ustawiczne spotykanie znajomych w sklepie spozywczym i na ulicy, zaprzyjazniony kucharz/ wlasciciel restauracji Roger (kiedys pracowalam z nim w mojej pierwszej sydnejskiej pracy, a on teraz ma wlasna knajpe i to wlasnie w Lane Cove), zaprzyjazniony fryzjer Slawka o dzwiecznym imieniu Giuseppe - zawsze nas pozdrawia jak przechodzimy kolo jego zakladu... ale najbardziej zadziwila mnie wczoraj pani w sklepie farmaceutycznym, gdzie zwykle kupuje mleko modyfikowane dla Maxia. Weszlam do sklepu, a ona do mnie: "Dzien dobry Pani Dederko, to co zwykle?". Kopara mi opadla :))) No fakt, wymienilam jej sie pare razy z nazwiska, bo mam tam karte stalego klienta i jakies znizki, ale zeby mnie tak od razu zapamietac? Szok. 
Tak wiec chyba nie ma bata - jestesmy u siebie ;)

Iza



skomentuj (2)



 

2010
lipiec
czerwiec
maj
marzec
styczeń
2009
grudzień
listopad
wrzesień
czerwiec
kwiecień
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
wrzesień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2007
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień







oceans.greenpeace.org